Saturday, November 24, 2007

Silna, zdrowa Polska



Silna, zdrowa Polska
Nasz Dziennik, 2007-11-23
W 2020 roku możemy być liderem w produkcji żywności ekologicznej w Europie Co trzecie gospodarstwo rolne w naszym kraju ma doskonałe warunki, aby zajmować się produkcją ekologicznej żywności. Teraz robi to tylko co setne. Potencjału nie uda się w pełni wykorzystać, jeśli nie rozwinie się jednocześnie przetwórstwo, dystrybucja i promocja zdrowej żywności w kraju i na rynkach zagranicznych. Wnioski takie płyną z wczorajszego spotkania w ministerstwie rolnictwa poświęconego rolnictwu ekologicznemu, którego organizatorem był "Klaster bioprodukt", zrzeszenie przedsiębiorstw, rolników, instytucji naukowych zaangażowanych w ekologiczny sektor rolno-spożywczy. Waldemar Sadowski, niezależny ekspert i doradca rolny, powiedział, że ekologiczną uprawą roślin i hodowlą zwierząt mogą się zajmować gospodarstwa o powierzchni od 5 do 15 hektarów. Jest ich w Polsce 580 tysięcy, co stanowi 33 proc. ogólnej liczby gospodarstw. Sadowski zaznaczył, iż w 2006 roku znaleźliśmy się na piątym miejscu na świecie i na drugim w Europie, po Włoszech, pod względem przyrostu powierzchni gospodarstw ekologicznych. - Do 2020 roku Polska może być liderem w produkcji żywności ekologicznej w Unii Europejskiej - podkreślił Sadowski. Zdaniem Sadowskiego, dzięki ekologii możemy sobie zapewnić także większe bezpieczeństwo żywnościowe. Takie rolnictwo zużywa o 60 proc. mniej ropy naftowej i innych nośników energii niż tradycyjne. Eksperci pracują nawet nad tym, aby z rolnictwa i przetwórstwa ekologicznego wykluczyć ropę, zastępując ją biopaliwami. Bylibyśmy wtedy uniezależnieni od wysokich cen ropy na światowych rynkach. - Trudno jest powierzać swoje bezpieczeństwo żywnościowe Putinowi i szejkom arabskim - stwierdził Sadowski. Jan K. Ardanowski, wiceminister rolnictwa, uważa, że podstawowym problemem w rozwoju ekologicznego rolnictwa jest rozwijanie przetwórstwa i dystrybucji. Zdarzało się bowiem w przeszłości, iż rolnicy przestawiali się na taką produkcję, ale nie mieli gdzie jej sprzedać. Po takich doświadczeniach rezygnowali z ekologii. Teraz na szczęście sytuacja jest już inna, bo działa coraz więcej przedsiębiorstw, które oferują konsumentom nie tylko przetwory warzywno-owocowe, soki, ale również wędliny, dania gotowe, a nawet alkohole. Sporo do życzenia pozostawia jeszcze promocja, skoro nawet handlowcy dowiadują się o polskiej zdrowej żywności dopiero podczas zagranicznych targów. Jednak to właśnie eksport pozwala na skokowe zwiększenie produkcji ekologicznej. - Zbieramy informacje o możliwościach eksportu, przygotowujemy mapę obszarów świata, gdzie warto promować naszą żywność - podkreślił wiceminister Ardanowski. Z kolei przyrodnicy podkreślają inny, pozamaterialny walor rolnictwa ekologicznego - jest nim bioróżnorodność. Dorota Metera, koordynator programów Światowej Unii Ochrony Przyrody ds. rolnictwa ekologicznego, wyjaśniła, że w Polsce w przeciwieństwie do krajów zachodnich mamy zachowany tradycyjny krajobraz wiejski. Polska jest znana przyrodnikom jako kraj, gdzie gniazduje co trzecia europejska pliszka. Jednak dowodem naszej bioróżnorodności jest bocian, który żyje tylko na terenach, gdzie jest sporo owadów, gryzoni i żab. - W Europie Zachodniej na polach, nawet tam, gdzie jest rolnictwo ekologiczne, nie ma owadów i ptaków, bo wyginęły na skutek używania pestycydów i innych chemicznych środków - tłumaczy Dorota Metera. Dlatego Polska będzie się starać, aby w Unii Europejskiej wprowadzono nie tylko certyfikat ekologicznej żywności, ale i bioróżnorodności. To by nam dawało dodatkowy atut w walce o europejskich konsumentów.
Krzysztof Losz

Tuesday, November 13, 2007

Sukces z borówką



Sukces z borówką
Nasz Dziennik, 2007-11-13
Z Jerzym Wilczewskim, właścicielem plantacji borówki amerykańskiej w Białousach (Podlasie), jednej z największych w Europie, rozmawia Adam Białous Jak udało się Panu utworzyć tak duże i doskonale prosperujące gospodarstwo? - Zacznę od początku. Urodziłem się we wsi Białousy, tu gdzie dziś jest centrum naszego gospodarstwa. Ukończyłem SGGW w Warszawie. Moi rodzice mieli 7,5-hektarowe gospodarstwo, które odziedziczyłem w 1976 roku. Od razu chciałem je powiększyć i zająć się produkcją na dużą skalę. Ale w okresie PRL niemożliwe było prowadzenie dużej, prywatnej uprawy. Namówiłem gospodarzy z naszej wsi i stworzyliśmy tzw. zespół rolników indywidualnych o specjalności uprawy szklarniowej. Przy ówczesnej, stojącej do góry nogami ekonomii było to bardzo opłacalne, ponieważ opał, taki jak węgiel czy drewno, były bardzo tanie, natomiast produkty szklarniowe - warzywa, kwiaty - bardzo drogie. W latach 80. byliśmy polskimi pionierami, jeśli chodzi o stosowanie biomasy, jako opału. Tartaki same się napraszały, aby brać za darmo ścinki i trociny, bo nie mają gdzie tego składować. Więc braliśmy i ogrzewaliśmy tym nasze szklarnie. Do uprawy kwiatów i warzyw dodaliśmy jeszcze winogrona. Równie dobrym interesem okazało się założenie z sąsiadami 36-hektarowej plantacji czarnej porzeczki. Na początku lat 90. Duńczycy płacili nam 1,5 dolara za kilogram porzeczek. Własne gospodarstwo zacząłem powiększać w trakcie reformy Leszka Balcerowicza, który doprowadził do upadku niemal wszystkie PGR w Polsce. Najpierw dzierżawiłem ziemię po tych upadłych gospodarstwach, później je nabyłem. Dzięki temu obecne gospodarstwo, które prowadzę z dwoma synami, liczy około 2,5 tys. hektarów. Głównie są to tereny położone na tzw. Wysoczyźnie Sokólskiej. 350 hektarów znajduje się również koło Gołdapi. Kiedy zainteresował się Pan uprawą borówki amerykańskiej? - W pewnym okresie uprawa szklarniowa zaczęła być nieopłacalna z powodu dużego wzrostu cen opału, a uprawa porzeczek też przestała być dobrym interesem, zacząłem więc szukać czegoś nowego. Współpracowałem z wieloma instytucjami naukowymi zajmującymi się rolnictwem i ogrodnictwem. Podczas tej współpracy moją uwagę zwróciła, prawie wówczas w Polsce nieuprawiana, borówka amerykańska. Pierwszy jej krzak zasadziliśmy w naszym gospodarstwie w roku 1994. Dzisiaj nasz areał liczy 330 hektarów. Czy niezbyt urodzajne gleby terenów, na których znajduje się Pana gospodarstwo, nie stanowią przeszkody przy uprawie borówki? - Kiedy zaczynałem uprawę borówki, panowało ogólne przekonanie, że w Polsce nie da się tego robić na setkach hektarów, tak jak jest to praktykowane w USA i Kanadzie. Do tego jeszcze, rzeczywiście, gleby mojego gospodarstwa nie są najlepszej klasy. To było dla mnie wyzwanie, które podjąłem. Problem jałowych gleb rozwiązaliśmy, budując system fertygacji, czyli nawadniania i nawożenia borówek ponad tysiącem kilometrów rur. Do każdego krzaczka doprowadzone są dwie rurki, z których skapuje woda i nawóz. To musiało sporo kosztować... - To prawda. Do tego trzeba jeszcze dodać koszty związane z zakupem około 3,5 tys. sadzonek na hektar. Borówki owocują po trzech, czterech latach od zasadzenia. Tak więc w sumie, aby utrzymać hektar borówek do pierwszych zbiorów, trzeba wydać około 100 tys. złotych. Nie jest to więc uprawa tania. Kto chce się jej podjąć, musi dużo zainwestować, być bardzo pracowitym i cierpliwym oraz mieć sporą wiedzę na temat uprawy borówki. Kto jest największym odbiorcą borówki? - Na rynek krajowy prawie nie produkujemy, zaspokajają go mali polscy producenci. Natomiast 90 proc. produkowanej u nas borówki trafia do Anglii. Głównie do renomowanej sieci sklepów Marks & Spencer oraz Sainsbury. Oni mają bardzo duże wymagania. Owoce muszą być najwyższej klasy, dlatego też zbieramy je ręcznie. Zbieranie borówek za pomocą maszyn wyklucza ich wysoką jakość. Sam owoc musi być zupełnie czysty od szkodliwych substancji. Anglicy poddają nasze borówki badaniom na zawartość około 600 substancji. Co jakiś czas mamy wizyty kontrolerów z Marks & Spencer i innych sieci. Oni dbają nie tylko o dobrą jakość owoców, ale też sprawdzają, czy dobrze traktujemy pracowników, czy dbamy o środowisko, czy utrzymujemy porządek w gospodarstwie. Wszystko musi być dograne. Sprawdzają nawet, czy trawniki mamy należycie przycięte, czy są domki dla ptaków i ile mamy myszy na terenie gospodarstwa. Dlaczego właśnie Anglia jest największym odbiorcą borówki? - Sprawą zasadniczą jest tu oczywiście najwyższa w Europie cena, jaką za nią płacą angielscy odbiorcy. Oprócz tego w tym kraju spożywanie owoców, a zwłaszcza borówki, jest bardzo popularne. Jakiś czas temu rząd angielski prowadził w mediach kampanię, która miała na celu przekonać społeczeństwo do spożywania jak największej ilości owoców ze względu na ich zdrowotne właściwości. Kampania była skuteczna, o czym świadczy stały wzrost spożycia przez Anglików m.in. borówek. W tym roku eksport do Anglii wyniósł już około tysiąca ton. Trochę borówek wysłaliśmy do krajów skandynawskich i Holandii. Część zamroziliśmy. Czy borówki naprawdę mają takie zdrowotne właściwości? - Owoce borówki to zdrowie w naturalnej postaci. Regulują trawienie, zawierają dużo wapnia, fosforu, kwasu foliowego i wiele witamin. Swoje niezwykłe właściwości borówka amerykańska zawdzięcza fitoestrogenom, które niszczą zły cholesterol (LDL), a także antyoksydantom wyłapującym wolne rodniki. Jedzenie owoców borówki zapobiega chorobom cywilizacyjnym, nowotworom i arteriosklerozie. Antocyjany odpowiedzialne za kolor borówki poprawiają mikrokrążenie w gałkach ocznych, zwielokrotniają przepływ krwi w siatkówce oka i polepszają widzenie. W gospodarstwie uprawiane są jeszcze inne rośliny? - Poza borówkami mamy około 150 ha aronii, około 200 ha porzeczki, 120 ha bzu czarnego, rokitnika uprawiamy na 20 ha i jeszcze inne owoce miękkie jagodowe. Oprócz tego około 550 ha naszego gospodarstwa przeznaczyliśmy na uprawę wierzby energetycznej. Około 150 ha to lasy, a około 1000 ha stanowią łąki i pastwiska. Na 4 ha bloków foliowych uprawiane są róże. Na terenie gospodarstwa widziałem też jelenie, czy to oprócz strusi, dzików i koni jedne ze zwierząt małego zoo, które Pan tu założył, czy też część większej hodowli? - Gospodarstwo jest duże, szukaliśmy więc z synami, czym można by je jeszcze zapełnić. W końcu w roku 1995 postawiliśmy na hodowlę jeleni. W tej chwili mamy 1050 matek, 50 byków. W sumie stado liczy około 1800 sztuk. Na razie nie możemy ich policzyć dokładnie, bo ostatnio ocieliło się wiele matek. Ta hodowla ma trzy kierunki. Pierwszy to materiał zarodowy dla dalszej hodowli, bo mam nadzieję, że niedługo Rosjanie zaczną u siebie zakładać duże fermy jeleni i będą potrzebowali materiału zarodowego. Drugi kierunek to byki z pięknymi porożami do sprzedaży dla bogatych myśliwych, a trzeci to sztuki na mięso, na rynek brytyjski. Docelowo chcemy osiągnąć liczbę około 5 tysięcy matek. Jakich rad udzieliłby Pan młodym gospodarzom, którzy chcieliby zbudować duże, nowoczesne gospodarstwo? - Obecnie jest to bardzo trudne. Kiedyś był łatwiejszy dostęp do kredytów, a dziś samą przeszkodą, która dla młodego rolnika może okazać się nie do pokonania, jest bardzo obszerna dokumentacja wymagana przez banki. Pomimo to można stworzyć dobrze prosperujące gospodarstwo. Do tego niezbędna jest jednak pracowitość i cierpliwość. Ja prowadzę gospodarstwo od roku 1976, to jest już 31 lat - więc coś na ten temat wiem. Gospodarstwo to nie hurtownia czy sklep, że kupuje się towar i zaraz można go z zyskiem sprzedać. Tu, żeby coś osiągnąć, potrzebne są lata ciężkiej pracy.
Borówka Amerykańska : Sadzonki dla Twojej plantacji, sadu i domu.
Witamy w Krainie Borówki :)
Znajdziecie tu Państwo szeroki wybór sadzonek borówki oraz wiele informacji na temat sadownictwa oraz upraw różnych odmian borówki amerykańskiej. Nasza wiedza, doświadczenie oraz fachowa pomoc mogą stać się ważnym elementem rozwoju małej lub dużej plantacji tego smacznego owocu. Borówka Amerykańska staje się z roku na rok coraz bardziej popularna a dzięki doświadczeniu w jej uprawie możemy zaoferować wiele różnych odmian w zależności od potrzeb poszczególnych klientów. Zapraszam do odwiedzin naszej szkółki borówki oraz wpisów na jagodowym blogu :) Marek Belter.
Tradycja
Nasz dziadek oraz jego bracia byli jednymi z pionierów szkółkarstwa i sadownictwa w przedwojennej Polsce. To Aleksandrowi Rejmanowi między innymi zawdzięczamy, iż na polskiej ziemi pojawiła się borówka amerykańska.
Atrakcyjne Ceny
Staramy się, aby nasze ceny były atrakcyjne i bardzo konkurencyjne. Dla dużych zamówień hurtowych możemy negocjować ceny indywidualnie.
Fachowa Pomoc
Szczycimy się nie tylko tym, iż nasze sadzonki należą do najlepszych w Polsce, ale także podejściem do naszych klientów. Nie jesteśmy tylko zwyczajnym sprzedawcą, ale też doradzamy i sugerujemy wybór sadzonek.
Nowoczesność
W naszej szkółce oferujemy wiele różnych odmian borówki oraz pracujemy nad ciągłym udoskonaleniem procesu zbioru mechanicznego.
Ciekawe i użyteczne linki:www.sadownictwo.com.pl - Internetowy portal sadowniczywww.lokalnagielda.pl - Serwis Lokalna Giełdawww.superogrod.pl - Portal ogrodniczy. Forum dyskusyjneBorówka Amerykańska - Błękitny Skarb - czyli nadchodzi moda na borówkę


Mechanizacja przy zbiorze owoców
Borówka Amerykańska w skrócie:
Ojczyzną borówki wysokiej jest Ameryka Północna. Indianie wierzyli, że borówka została zesłana im przez Wielkiego Ducha i otaczali ja szczególnym szacunkiem. Dziś borówka podbija świat ze względu na swoje właściwości zdrowotne. Każdy owoc to niemal cala apteka: witamin: C, A, B1, B2, PP oraz sole mineralne. Poza tym borówka posiada działanie ochronne przed rakiem, chorobami serca, udarami. Wykazują hamujący wpływ na procesy starzenia, są źródłem kwasu foliowego niezbędnego do prawidłowego rozwoju płodu. Zauważono związek między regularnym spożywaniem borówek a poprawą wzroku, owoce polecane są osobom pracującym długo przy komputerze.Borówka Amerykańska nadaje się na przetwory, mrożonki do sałatek owocowych. Jej smak doskonale podkreśla wanilia oraz sok z cytryny. Borówka jest rośliną długowieczną, owocuje corocznie przez 20 lat i więcej. Plon w szóstym roku po posadzeniu wynosi co najmniej 5 kg. z jednej rośliny. W drugim roku po posadzeniu można z jednego krzewu zebrać 0,5 kg. owoców. Borówka wysoka jest rośliną samopylną, ale zapylenie pyłkiem innej odmiany zwiększa plon owoców, dlatego korzystnie jest posadzić dwie różne odmiany. W zależności od odmiany owocuje od lipca do września.
Sadzonki borówki amerykańskiej:W celu otrzymania dużych, zdrowych i dorodnych owoców borówki, należy otoczyć szczególną opieką sadzonki tak aby plantacja dawała obfity plon: STANOWISKO sadzonki borówki:Powinno być zaciszne, słoneczne lub półcieniste, gleba wilgotna przepuszczalna, kwaśna, PH 3,5-4,8, piaszczysta z dużą ilością próchnicy. Na każdej działce można odpowiednio przygotować glebę. Należy wykopać dołek o średnicy 80 cm. i głębokości 40cm. Przygotowany dołek wypełniamy torfem kwaśnym (około 50 l), wymieszanym z piaskiem lub ziemią leśną, można dodać kory z drzew iglastych lub przekompostowanych trocin. Tak przygotowane stanowisko będzie odpowiednie dla sadzonki borówki.PIELĘGNACJA: Borówka Amerykańska to przykład krzewu do uprawy proekologicznej, który z powodzeniem można uprawiać bez stosowania chemicznych środków ochrony. Jednak w przypadku pojawienia się mszycy można stosować środki chemiczne ogólnie dostępne lub zniszczyć owady mechanicznie. Bardzo ważną rolę dla wzrostu i plonowania odgrywa woda, dlatego trzeba pamiętać o podlewaniu szczególnie w okresie suszy, 10 - 20 l. wody raz w tygodniu pod jeden krzew. Plantacja borówki wymaga czasu i cierpliwości.NAWOŻENIE: Najprostszym sposobem nawożenia jest nawożenie nawozami dla borówki, dostępnymi w sklepach ogrodniczych np. Florowit. Można również stosować nawozy wolno działające np. Plantacote, Osmocote. Jeżeli borówka słabo rośnie, liście są małe, słabo wybarwione można zastosować podlewanie roztworem siarczanu amonowego w dawce 1 płaska łyżka stołowa nawozu na 6-8 litrów wody co 10 dni od początku maja do końca czerwca. Podlewanie roztworem siarczanu amonowego w dawkach jak podano wyżej polecane jest również przy młodych roślinach. Sadzonki borówki umieszczone w odpowiednich warunkach dadzą obfity plon.
Szkółka Borówki Marka BelteraCopyright© 2006-2007 www.sadzonkiborowki.com

Wednesday, September 19, 2007

Polski James Bond to właściwe określenie dla Jerzego Franciszka Kulczyckiego

Polski James Bond to właściwe określenie dla Jerzego Franciszka Kulczyckiego
ski James Bond to właściwe określenie dla Jerzego Franciszka Kulczyckiego bohatera literackiego „Victorii” autorstwa Cezarego Harasimowicza.
Był w służbie Jego Królewskiej Mości Jana III Sobieskiego, kule się go nie imały, na dworze Sułtana Mehmeda IV i Cesarza Leopolda I czuł się równie swobodnie jak w siodle swojego rumaka. Języki i obyczajowość ówczesnego świata znał doskonale, więc jako kupiec, emisariusz i żołnierz radził sobie wyśmienicie. Wielu historyków często popełnia błąd robiąc z niego czy to Austriaka czy to Ukraińca.
Kulczycki był Polakiem, mimo że najbardziej zapamiętali go Austriacy. To on, jak można przeczytać w przewodnikach po Wiedniu, był założycielem pierwszej wiedeńskiej kawiarni.
Początek wiedeńskiej miłości do kawy jest – jak niemal wszystko w tym mieście – owiany quasi – historyczną legendą. Podczas tureckiego oblężenia w 1683 r., kiedy Wiedeń skłaniał się do kapitulacji, Polak nazwiskiem Kulczycki przenosił wieści z oblężonego miasta do wojsk spieszących z odsieczą, przechodząc przez obóz turecki. Bez trudu mieszał się z tłumem Turków – ponieważ mówił ich językiem – i chętnie przyjmował liczne zaproszenia na kawę. W XVII-wiecznym Wiedniu nie znano tego napoju, ale Kulczycki pijał go podczas swoich licznych podróży, więc z przyjemnością, pociągając łyk za łykiem, bacznie obserwował rozmieszczenie oddziałów osmańskiej armii. Jego spostrzeżenia przekazywane Janowi III Sobieskiemu okazały się dla polskiego króla nieocenioną pomocą przy planowaniu skutecznego uderzenia husarii.
Po rozgromieniu tureckich oddziałów, wyzwoleni mieszkańcy Wiednia rzucili się na pozostawione przez uciekających w popłochu Turków zapasy żywności. W tłumie tylko jeden Kulczycki wiedział, czego szuka: worków z dziwnym ziarnem. Ci, którzy je widzieli, pytali, jak je jeść: pieczone, gotowane czy smażone?
Polak nie zdradził sekretu.
Od Jana III w nagrodę za swe szpiegowskie zasługi otrzymał worki ziaren kawy zdobyte w obozie tureckim, a za zasługi dla Wiednia dostał od Cesarza licencję – pierwszą w Świętym Cesarstwie Rzymskim – na otwarcie Kaffe Schrank (dosłownie „szafy z kawą”).
I właśnie tak narodziła się kawiarnia.
Tak barwna i wielce zasłużona dla sukcesu militarnego sprzymierzonych armii postać, stała się bohaterem „Victorii” Cezarego Harasiomicza.

Los sprawił, iż w trakcie prac nad źródłami do materiału literackiego „Victorii” poznaliśmy potomka naszego bohatera - Jerzego Kulczyckiego herbu Sas.
Jakież było jego zaskoczenie, że po tylu latach zapomniana w Polsce, przez wieki całe, postać jego przodka znalazła się w centrum wydarzeń Victorii.
Archiwa i informacje zebrane przez rodzinę Kulczyckich skłoniły nas do dokumentalnego potraktowania tej niezwykle ciekawej, polskiej postaci historycznej.
O autentycznych losach swego przodka J.F. Kulczyckiego, opowie nam w filmie dokumentalnym „Viktoria” Jerzego Franciszka Kulczyckiego” nie, kto inny, jak jego potomek Jerzy Kulczycki.

Zapewne dokumenty i informacje będące materiałem źródłowym do filmu dokumentalnego to tylko część tego co świat zapamiętał. A może ktoś z dyskutantów zainteresuje się tą postacią i pomoże nam pozyskać kolejne ciekawe fakty budujące tą postać. Może ktoś zasłyszał inne opowieści i natchniony nimi jeszcze bardziej ożywi naszego bohatera. W filmie fabularnym chcemy i możemy pokazać dużo więcej.
Nawiązanie łączności z obrońcami miasta było zasługą Franciszka Kulczyckiego i jego sługi, Jerzego Michałowicza, którzy przebrani w stroje tureckie, znając język i obyczaje przeciwnika, przedostali się przez obóz Kara Mustały i powiadomili Starhemberga o odsieczy. W czasie następnej przeprawy Michałowicz został rozpoznany i zabity przez Turków, natomiast Kulczycki przeżył wojnę i zasłynął później jako założyciel pierwszej kawiarni w Wiedniu"

(Sobiescy herbu Janina, Leszek Podhorodecki, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1981, s. 170).

Oprócz pojedynczych wzmianek (Bystroń, Kuchowicz, Rzepińska) przy okazji kawy niewiele więcej znalazłem w domowej biblioteczce. Trzebaby się przejść po uniwersyteckich, możliwe że AGAD też coś ma.
Urodzony w roku 1640, pochodził z Sambora. W młodości przebywał dłuższy czas na Wschodzie, poznał obyczaje muzułmanów i nauczył się języka tureckiego. Ostatnio mieszkał w Wiedniu, był tłumaczem, trudnił się również handlem. Jako człowiek odważny, o żyłce awanturniczej, zgłosił się na ochotnika do spełnienia niebezpiecznej misji kurierskiej. (tu opis przejścia do Wiednia). Kulczycki nie próbował już więcej ryzykownej wyprawy, dzielny Michałowicz natomiast przekradał się jeszcze szczęśliwie dwa razy, za trzecim razem zaś, 1 września w drodze powrotnej, został schwytany przez Turków, uszedł wszakże z niewoli, ale później, stąd uważany za zaginionego, nie znalazł się na liście nagrodzonych. Jednakowoż w parę lat po odsieczy wiedeńskiej przybył do miejsca swego urodzenia w Leśnej Podlaskiej, dopełniając ślubu, który uczynił pod Wiedniem, że nawiedzi cudowny obraz Matki Boskiej w tamtejszym kościele. Złożył w kościele jako dar ofiarny szablę, która miał pod Wiedniem i zdobyte strzemię tureckie. W zawieruchach dziejowych, jakie nie szczędziły Polski, oba wota Michałowicza zaginęły, pozostał wszelako zapis w kronice kościoła w Leśnej Podlasce
Otóż to! Każdy lubi kawę... A jeśli nie wszyscy? A jeśli ktoś lubi Kapuczino (zapis fonetyczny zamierzony)?
Jak to było z d'Aviano i pierwszą Europejską Cappuccino, powstałą niemalże zaraz po pierwszej Europejskiej kawie?

Pozdrawiam
Imć pan Jerzy Kulczycki i jego ród

Szlachcic ziemi przemyskiej – Starostwa niegrodowe – Ekonomja samborska – Szlachta herbu „Sas” – Bohaterski czyn Kulczyckiego pod Wiedniem

Tak się złożyło, że w b. r., kiedy obchodzić mamy 250 rocznicę odsieczy Wiednia, przypomniano sobie i o, Jerzym Kulczyckim nazwisko jego i rola, jaką w r. 1683 odegrał, znane są w historji oddawna. Wiadomo, że przebrany za Turka przedostał się z Wiednia przez obóz w. wezyra tam i z powrotem i przyniósł upadającym już na duchu Wiedeńczykom wiadomość o zbliżającej się odsiecz. Poza tym jego czynem i poza tem, że w nagrodę, otrzymał koncesję na założenie pierwszej kawiarni w Wiedniu, nic bliższego właściwie o Kulczyckim historja nie podaje. Wiadomo, że nie pochodził on z mieszczan, ale z tych co zwali się „bene nati” chodź zapewne nie był bardzo „possesionatus”. Pan Jerzy Franciszek z Kulczyc, herbu Sas, Kulczycki, to szlachcic ziemi przemyskiej, a choć sam czy może nawet tylko jego rodzic „siedział na zagrodzie”, to jednak zapewne uważał się za „równego wojewodzie”.

II
Gniazdem rodowem Kulczyckich są Kulczyce, pod Samborem w wojew. lwowskiem, ziemi przemyskiej. W wojew. tem, a zwłaszcza na południu, w Karpatach i na Podkarpaciu, były olbrzymie dobra koronne, czyli królewszczyzny, pochodzące jeszcze z czasów zajęcia Rusi Halickiej przez Kazimierza W. Ziemie to były własnością rządu w myśl ogólnej średniowiecznej zasady, że wszelka ziemia pusta należy do króla. A obszary te były wówczas istotnie prawie niezamieszkałe, a względnie nawet olbrzymim dziewiczym borem. Gdy później, za Zyg¬munta Augusta nastąpiła reforma adminiracji dóbr koronnych w całej Polsce, zwaana „egzekucją dóbr", podzielono przeważną masę królewszczyzn na wielkie kompleksy, czyli t. zw. „starostwa niegrodowe” które miano wypuszczać w dzierżawę szliachcie za różne zasługi. Wprawdzie zwało się to „chlebem dobrze ząsłużonych”, ale w praktyce dobra te otrzymywali prawie wyłącznie magnaci, i to nie zawsze najzasłużeńsi, nieraz ci których opozycyjne stanowisko chciano w ten sposób ugłaskać.
Taki starosta płacił niski czynsz dzierżawny do skarbu królewskiego i t. zw. „kwartę” na skarb wojskowy, a pobierał olbrzymie dochody z dóbr, do starostwa należących.

Jednym z największych starostw gro¬dowych w caloej Polsce było storostwo samborskie zwane też -„ekonomją sambarską”1, Za czasów króla Jana III ,z których dochowała się szczegółowa „lustracja", czyli urzędowy spis i oszacowanie dóbr tej ekonomji, obejmowała ona 3 miasta (Sambor, Stary Sambor i Starą Sól); 6 żup solnych tudzież 144 wsi w 17 kluczach. Ekonomja samborska rozpościerała się na przestrzeni dzisiejszych pow. samborskiogo, turczańskiego i drohobyckiego, a sięgała aż po brzozowski i rudczański. Oczywiście, że poza wsiami królewskimi były na tym obszarze i liczne dobra prywatne. Niejednokrotnie w jednej i tej sajmej wsi były obok łanów królewskich także i szlacheckie, a nawet magnackie. Najbardziej charakterystyczne dla stosunków tych okolic była wielka liczba zaścianków szlacheckich. Przeważna część tych dóbr prywatnych pocho¬dziła z nadań królewskich, a nadano jn pierwotnie ludziom wojennym w myśl zasad tzw. „prawa rycerskiego”, t. j. obowiązku słuzby wojskowej na każde zawołanie. Pod koniec wieków śred. przedstawiało to rycerstwo istną mozaikę i narodowościową i wyznaniową, byli tu Polacy, Rusini i cudzoziemcy, ale do czasów Sobieskiego uległa szlachta obcego pochodzenia spolszczeniu lub zruszczeniu. Jednak prawie każdy szlachcic Rusin, choć jeszcze zacięty schizmatyk, uważał się pod wzlędem politycznym za Polaka „był gente ratenus natione Polonus". Obok różnorodności pochodzenia narodowościowego, była i różnorodność majątkowa i społeczna. W tych stronach zresztą nadawano ziemie raczej wojownikom uboższym, a że grunta w górskich okolicach były lichsze, więc już z góry były dane na wytworzenie się warstwy drobnoszlacheckiej.

III
Bardzo znaczna część tych zaścianków była za czasów Sobieskiego zamieszkała, przez szlachte wołoskiego pochodzenia „herbu Sas". Stanowisko majątkowe i społeczne tych Sasów było także bardzo rozmaite. Wszak sam Jan III miał swych żyłach krew Sasów, bo matka jego byla z domu Daniłowiczówna, którzy są najwybitniejszą w dziejach gałęzią Sasów polskich. Zaścianków „saskich” była za Jana III juz znaczna ilość. Mnóstwo zaściankowych Sasów mamy na terytorium ekonomji samborskiej , a więc Kulczyckich, Bilińskich, Jaworskich, Horodyskich, Terlreckich, i.t.d.
W Kulczycach na wsch. od Sambora, rozróżniano jeszcze 2 częsci: Kulczyce Rustykalne i K. Szlacheckie. Pierwsze należały za czasów Sobieskiego do ekonomji samborskiej, drugie były zaściankiem, zamieszkałym przez licznych Sasów - Kulczyckich. Lustracja z Czasów Sobieskiego (1686) podaje żywy obraz stosun¬ków tamtejszych. Panowie Kulczyccy była to szlachta z temperamentem, posiadali wszystkie cnoty i wady ówczesnej szlachty polskiej, które tak żywo i barwnie odmalował Wład. Łoziński w swem znanem dziele: „Prawem i lewem”. We wspominanej lu¬stracji czytamy o licznych ich zatargach tak z chłopami, jak i ekonomją samborską.

Wobec słabości władzy wykonawczej były niestety te zatargi wówczas na porządku dziennym w różnych stronach Rzeczypospolitej. Nic dziwnego, że tacy Kulczyccy woleli chodzić „lewem”, jak prawem, kiedy mieli jak najgorszy przykład w okolicznych magnatach. Wszak jeszcze na początku XVII w. najbliższym im magnatem był nie kto inny, jak osławiony „Djabeł Stadnicki" jeden z najgorszych warchołów jakiego wydało społeczeństwo szlacheckie. W tych czasach, gdy broił „Djabeł” był starostą samborskim sam pan Jerzy Mniszek, który swą ambitną córkę Marynę wydał za awanturnika Dymitra Samozwańca i wprowadził go samowolnie na tron carów, przez co zawikłał Polskę w długoletnią wojnę moskiewską.

Sprawiedliwość nakazuje przyznać, że ta niespokojna, butna, awanturnicza szlachta z pod Sambora i Przemyśla pamiętała jednak i o obowiązkach wobec Ojczyzny. W ciężkich jej terminach chwytała za broń, nie szczędząc krwi. Piękny dowód waleczności i patrjotyzmu dała w tragicznym r. 1648, po wybuchu buntu Chmielnickiego i po nieszczęsnej a sromotnej katastrofie pod Pilawcami.

Z takiego to środowiska wyszedł i nasz pan Jerzy Franciszek Kulczycki, zasłużony w wiedeńskiej „potrzebie”, a później pierwszy kawiarz naddunajskiej stolicy. Choć nie mamy jego biografji, to jednak możemy ją w głównych zarysach odtworzyć. Za mło¬du musiał być żołnierzem i walczyć z Turkami. Przez dłuższy czas przebywał w Tur¬cji, może jako jeniec, skoro dokładnie poznał zwyczaje Turków i doskonale władał ich językiem. Inaczej nie potrafiłby się tak doskonale ucharakteryzować na Turka, nie zdołałby, bez zwrócenia na siebie podejrzenia, przedostać się dwukrotnie przez cały obóz w. wezyra, nie odegrałby tej roli, którą spełnił w czasie pamięt¬nego oblężenia.

Friedberg J., Imć pan Jerzy Kulczycki i jego ród, Kurier Literacko-Naukowy, 1933, nr 19

Pierwsza Kawiarnia na Swiecie Polak w Wieden 1683






Kawa nasza niepowszednia A- A+ |
Pierwsza Kawiarnia na Swiecie Polak w Wieden 1683
Jednym z pierwszych miejsc w Europie, w których można było napić się filiżanki kawy, była kawiarnia otworzona w roku 1683 przez naszego rodaka w Wiedniu – Franciszka Jerzego Kulczyckiego. Był on jednym z prekursorów, tak prężnie rozwijającej się dzisiaj na całym świecie mody na kawiarnie, bary kawowe oraz miejsca, gdzie kawa stanowi jedną z najważniejszych pozycji w menu.
W ciągu kilku ostatnich lat, obserwujemy również w Polsce, w której przez dziesięciolecia kawa była produktem bardzo trudno osiągalnym, ogromny wzrost zainteresowania tą tematyką. Wynika to w dużej mierze z faktu, iż coraz częściej podróżujemy, odwiedzamy ciekawe miejsca, doświadczamy nowych smaków i przy tej okazji, zmienia się nasze spojrzenie na wiele rzeczy – w tym także na kawę. Dla wielu z nas nie jest to już tylko „mała czarna”. Wracając, poszukujemy podobnych doznań na miejscu, jednak pomimo niejednokrotnie wielu podejmowanych prób, efekty są mizerne. Pojawia się bowiem pytanie: jak wśród tak ogromnej oferty, odnaleźć właśnie ten niepowtarzalny smak, aromat, tak przygotowaną kawę?

Wychodząc naprzeciw tym dylematom, zapraszamy podczas tegorocznych targów Polagra – Food 2007 na kolejną odsłonę Wyspy Kawowej – Akademii Espresso.

W tym roku, zaproszeni zostaniemy w świat kaw jednorodnych, czyli ziaren z poszczególnych regionów świata. Oddając się w ręce trenerów Akademii Espresso, a zarazem pasjonatów z firmy Primulator, będziemy mieli okazję udać się na wyprawę do Guatemali, Kostaryki i wielu innych niesamowitych zakątków, gdzie uprawiane są ziarna kawowca. Będzie to niepowtarzalna okazja do spróbowania nie tylko kaw jednorodnych, ale również przygotowanych na ich bazie, specjalnie dla Gości Wyspy Kawowej, mieszanek.

Inną atrakcją, skierowaną przede wszystkim do tych wszystkich, którzy preferują raczej kawy mleczne bądź też smakowe, będzie możliwość uczestniczenia w przygotowaniu profesjonalnego menu kawowego. Rozpoczynając od przygotowania bazy – w postaci espresso i doskonale spienionego mleka, prześledzimy dalsze powstawanie, zarówno tych najbardziej klasycznych napojów, jak i drinków kawowych serwowanych podczas mistrzostw baristów. Korzystając zatem z okazji, będziemy mogli nie tylko spróbować przygotowanych w trakcie pokazów napojów, ale również podpatrzeć kilka pomysłów na swój prywatny użytek.

Wizyta na Wyspie Kawowej – Akademii Espresso stanowić będzie ogromne doświadczenie nie tylko dla miłośników tego aromatycznego napoju, ale również dla Osób, które planują związać się profesjonalnie z kawiarnianą. Firma Primulator, przygotowuje bowiem kilka prezentacji połączonych z warsztatami, które z całą pewnością będą dużą niespodzianką. Poza tym, podobnie jak w ubiegłym roku, będzie możliwość przyjrzeć się z bliska profesjonalnie wyposażonej i pracującej kawiarni oraz
Śmiało można powiedzieć, że do roku 1683 Austria była krajem pustynnym i przeklętym. Chociaż było tam mnóstwo muzyki, bogactw, zamków i sztuki, nie mieli tam kawy. Właśnie w 1683 roku odwieczny wróg Austrii – cesarstwo otomańskiej, które już od XV wieku nie dawało Austriakom spokoju, napadło na Wiedeń. Tak długa wojna wymagała oczywiście prowiantu, a również, nie da się ukryć, przebiegłości.
Wiedeńczycy potrzebowali kogoś, kto niezauważony przemknąłby się przez linię wroga. Kogoś, komu mogliby zaufać na tyle, żeby przesłać przez niego wiadomości do armii cesarza, która stacjonowała po drugiej stronie Dunaju, za oddziałami wroga. Znaleźli więc Jerzego Franciszka Kulczyckiego, który przebrany za Turka z powodzeniem pokonał rzekę wpław i dotarł do sił cesarza. Po części jego zasługą było zakończenie wieloletniej obrony miasta.

Turcy uciekli spod Wiednia, opuszczając cały swój dobytek: 10 tysięcy wołów, 100 tysięcy buszli zboża, złoto, i pewną liczbę worków kawy. Kiedy łup rozdzielona pomiędzy zwycięzców, nikt nie chciał wziąć kawy – nikt, prócz Kulczyckiego, który, zakosztowawszy życia Turka, wiedział co to za specyfik. (Inna wersja tej historii mówi, że kiedy Jan III Sobieski wziął obóz turecki, wśród łupów znalazły się wielbłądy, a także wielka ilość worków z zielonym ziarnem. Myśląc, że to rodzaj paszy, karmiono nimi biedne zwierzęta, które szybko zaczęły chorować. Postanowiono więc spalić bezużyteczne ziarno w wielkim ognisku. Wkrótce nad całą okolicą rozsnuł się cudowny aromat, który dotarł aż do Wiednia. Oczywiście poczuł go i wymieniony przez autorkę Kulczycki. Czym prędzej pognał do obozu i ocalił od zagłady resztę zielonych ziaren kawy. W krótkim czasie otworzył kawiarnię, która zrobiła furorę i przyniosła mu niemały majątek). Wkrótce i inni mieli się o tym dowiedzieć. Jerzy Franciszek nie tracił czasu. W tym samym czasie piekarze zaczęli sprzedawać kipfel- ciasteczko w kształcie sierpa księżyca przygotowane specjalnie z okazji zwycięstwa nad Turkami. Sierp księżyca to symbol Turków, widniejący na ich fladze. Po dziś dzień kawa i kipfel zawsze idą w parze.

Kipfel, jako postać księżyca, to przekąska w sam raz nadająca się do spożycia podczas odprawiania obrzędu. Księżyc kojarzy się bowiem nie tylko z flagą turecką, ale jest symbolem obecnym w wielu różnych kulturach i ludzie ciągle, nawet w dobie lotów kosmicznych i misji Apollo, są nim niezmiennie zafascynowani. Może to dlatego, że tak jasno świeci na nocnym niebie? Nieważne – na każdym, kto w ciepłą letnią noc stoi i wpatruje się w jego blask, wywiera podobne wrażenie. Czas odpowiedni na zajmowanie się magią wyznaczają fazy księżyca. Święta i uroczystości ku czci księżyca obchodzone są na całym świecie. Istnieje także cała księżycowa mitologia, a także panteon bogów i bogiń, zawiązanych z naszym ziemskim satelitą. Powstanie wiedeńskiego ciastka kipfel zainspirowała kawa turecka i zwycięstwo pod Wiedniem, ale ludzie z tak różnych kultur jak chińska i wiedeńska od dawien dawna wypiekali – każdy po swojemu – ciastka w kształcie księżyca.

Piekarze - najlepsi z najlepszych


Podczas tegorocznych targów Polagra Food będziemy mieli okazje oglądać zmagania drużyn piekarskich z Europy Centralnej w ramach Półfinału Pucharu Świata w Piekarstwie dla Europy Centralnej. Wśród nich znajduje się drużyna Polski.

17 i 18 września w szranki staną drużyny z Europy Centralnej: z Czech, Słowacji, Węgier i Polski. W skład drużyn reprezentujących poszczególne kraje wchodzą zawodnicy wyłonieni podczas eliminacji krajowych, które odbyły się w ubiegłym roku. Każda drużyna składa się z 3 osób. Zawodnicy startują w trzech kategoriach: wyroby wiedeńskie i półcukiernicze, chleby i bagietki oraz wyrób artystyczny. Każdy zawodnik specjalizuje się w wybranej kategorii.

Kapitanek polskiej reprezentacji jest Przemysław Koperski, startujący w kategorii wyroby wiedeńskie i półcukiernicze. Ma 30 lat, pochodzi z podpoznańskich Koziegłów. Wraz z ojcem prowadzi firmę Koperski i Syn. Ukończył Technikum Gastronomiczne w Poznaniu, startował w wielu międzynarodowych konkursach. Był członkiem polskiej drużyny biorącej udział w eliminacjach w 2004 roku.

W kategorii chleby i bagietki nasz kraj reprezentuje 26.letni Tomasz Kaszuba z Radlina. Pracuje w piekarni Śmietana w Radlinie. Ukończył Szkołę Piekarską w Rydułtowach. Piekarstwo jest jego pasją, cały czas stara się rozwijać – także poprzez uczestnictwo w różnych zawodach branżowych.

Wiesław Kucia wystąpi w polskich barwach w kategorii wyrób artystyczny charakteryzujący dany kraj lub region. Ma 28 lat, pochodzi z Lublina. Obecnie jest technologiem i pracuje w firmie Motyl w Bystrzejowicach. Ukończył najpierw szkołę piekarską a potem studia na Uniwersytecie w Lublinie. Uważa, że uczestnictwo w konkursach jest drogą do rozwoju profesjonalizmu.

Polska drużyna trenowała przez cały rok w Centrum Piekarniczym należącym do firmy Lesaffre Polska pod okiem technologów piekarnictwa - Piotra Goworka i Mariusza Zielińskiego. - Zawodnicy reprezentują wysoki poziom i jadą do Poznania by wygrać! – zapewnia Piotr Goworek, szef Centrum Piekarniczego.

Konkursowe prace oceniać będą: Kim Young Mo – z Korei, Patrick Garvey - Irlandczyk i Alfred Blortz z Francji. Jury przewodniczyć będzie Christian Vabret, pomysłodawca i inicjator konkursu. Drużyna, która zwycięży w Poznaniu spotka się w Paryżu na Pucharze Świata z: Turcją (zwycięzcą eliminacji w Afryce i krajach śródziemnomorskich), Meksykiem (najlepsza drużyna wśród krajów Ameryki Środkowej i Północnej), Argentyną (reprezentant Ameryki Południowej) i Chinami (zwycięzcami konkursu w Azji).

Nie wiadomo jeszcze jaki kraj reprezentował będzie region Europy Wschodniej - konkurs w Rosji odbędzie się w październiku br., natomiast eliminacje dla krajów Europy Zachodniej, odbędą się we Francji na przełomie listopada i grudnia br.

Konkurs odbędzie się na Przestrzeni Specjalnej w Pawilonie 7A.

W organizację konkursu zaangażowanych jest wiele firm, przede wszystkim: Grupa Lesaffre, UFFEB (Francuskie Stowarzyszenie Rzemieślników Piekarstwa i Cukiernictwa) i Targi Europain. W Polsce organizacji podjęła się firma Lesaffre Polska oraz Międzynarodowe Targi Poznańskie ze wsparciem Stowarzyszenia Rzemieślników Piekarstwa RP.



Fot. Lesaffre Polska

Złote Medale Polagry-Food


Złote Medale Polagry-Food A- A+ |

Lista produktów nagrodzonych Złotym Medalem MTP
na Międzynarodowych Targach Wyrobów Spożywczych i Gastronomii POLAGRA -FOOD 2007


1. Twarożek kanapkowo-sernikowy „ Mój Ulubiony”
Spółdzielnia Dostawców Mleka w Wieluniu, Wieluń
Pawilon 9, stoisko 47

2. Mleko zagęszczone słodzone kakaowe gotowane 533g
Spółdzielnia Mleczarska, Gostyń
Pawilon 9, stoisko 33

3. Ser topiony kremowy z oliwkami
LACTIMA” Sp. z o.o., Morąg
Pawilon 9, stoisko 29

4. Krem chrzanowy 190 Ml
P.W. SMAK Firma Rodzinna Pysz Sp. z o.o., Żory
Pawilon 8A, stoisko 40

5. ZOTT Jogobella Drink- truskawka
ZOTT GmbH & Co.KG, Niemcy
Zgłasząjący ZOTT Polska Sp. z o. o.,Opole
Pawilon 9, stoisko 36

6. Ser wędzony NASZ SALAMI
Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Chojnicach, Chojnice
Pawilon 9, stoisko 1

7. Zestaw herbatek Loyd Tea rozgrzewających „grzaniec” i „herbatka z sokiem malinowym”
MOKATE S.A., Ustroń
Pawilon 8A, stoisko 2

8. Jugurt „ SUSZONA ŚLIWKA”
„JOGO” Łódzka Spółdzielnia Mleczarska, Łódź
Pawilon 9, stoisko 7

9. Ser EMENTALER z Zakopanego - krojony
MLEKOVITA Podhalański Zakład Produkcyjny, Zakopane
Zgłaszający: Spółdzielnia Mleczarska MLEKOVITA , Wysokie Mazowieckie
Pawilon 9, stoisko 43

10. Ser SOKÓŁ - plastry
Spółdzielnia Mleczarska MLEKOVITA, Wysokie Mazowieckie
Pawilon 9, stoisko 43

11. Maślanka brzoskwiniowa
Spółdzielnia Mleczarska Września, Września
Pawilon 9, stoisko 4

12. Ser twarogowy półtłusty
Spółdzielnia Mleczarska Września, Września
Pawilon 9, stoisko 4

13. Jogurt śródziemnomorski naturalny 10%
Zakład Mleczarski Sp. z o.o. , Kobylnica
Pawilon 9, stoisko 28

14. Zestaw „Przetwory Zapomniane”- jarzębina do herbaty, powidła z mirabelki żurawina z jabłkiem, konfitura z rokitnika pospolitego, pigwa do herbaty, mus z owocu bzu czarnego
FUNGOPOL Sp.j. Skup i Przetwórstwo Runa Leśnego, Brusy Kinice
Pawilon 8A, stoisko 45

15. Kabanosy łowieckie
Stół Polski Sp. z o.o. Ciechanowiec
Zgłaszający: HUNTER WILD Sp. z o.o., Wałbrzych z Grupy Kapitałowej Polskiego Koncernu Mięsnego DUDA S.A. Warszawa
Pawilon 7, stoisko 14

16. Pasztet z wiejskiego wesela
Stół Polski Sp. z o.o. Ciechanowiec
Zgłaszający: Stół Polski Sp. z o.o. Warszawa z Grupy Kapitałowej Polski Koncern Mięsny DUDA S.A. Warszawa
Pawilon 7, stoisko 14

17. Czekoladki nadziewane „BON TON”
Przedsiębiorstwo Wyrobów Cukierniczych „ODRA” S.A., Brzeg
Pawilon 12 parter, stoisko 14

18. Wyrób w czekoladzie, cukierki o rdzeniu miękkim „TRUFLE”
Przedsiębiorstwo Wyrobów Cukierniczych „ODRA” S.A., Brzeg
Pawilon 12 parter, stoisko 14

Przewodniczący Sądu Konkursowego
Prof.dr hab. Erwin Wąsowicz
Ryby i owoce morza na targach Polagra-Food 2007 A- A+ |

Po raz drugi już na targach Polagra Food zagoszczą smakowite ryby i owoce morza. Z inicjatywy Stowarzyszenia Rozwoju Rynku Rybnego w Pawilonie 8A na stoisku nr 1 powstanie wspólne stoisko siedmiu przedsiębiorstw branży rybnej. Ich wystąpieniu targowemu towarzyszyć będą liczne degustacje i pokazy kulinarne przygotowane przez mistrza patelni z kapituły Klubu Szefów Kuchni.

Sektor rybny w Polsce rozwija się obecnie bardzo dynamicznie. Od momentu przystąpienia Polski do Unii Europejskiej w sektorze przetwórstwa ryb zainwestowano już 460 mln zł. Rocznie sektor ten generuje 4,3 mld zł obrotu, z czego 2,6 mld pochodzi ze sprzedaży eksportowej. Polska należy do liczących się w Europie dostawców wędzonego łososia, przetworów ze śledzi oraz filetów z ryb białych (dorsz, flądra). Powoli, za sprawą wzrostu gospodarczego i zmiany przyzwyczajeń kulinarnych Polaków, rośnie także konsumpcja ryb w kraju. Produkty rybne nadal są jednak niedoceniane przez wielu konsumentów i nie zajmują w codziennej diecie Polaków należytego miejsca.

Salon Produktów Spożywczych i Napojów międzynarodowych targów Polagra Food 2007 w Poznaniu to idealne miejsce by z promocją ryb dotrzeć zarówno do konsumentów z Wielkopolski, jak i handlowców licznie odwiedzających targi. Czym byłaby jednak promocja, gdyby odwiedzający stoisko nie mogli spróbować produktów rybnych i osobiście przekonać się o ich niepowtarzalnych walorach smakowych. Dlatego w dniach 17-20 września, na stoisku Stowarzyszenia, dwóch zawodowych kucharzy, w tym Jarosław Walczyk – członek Kapituły Klubu Szefów Kuchni, prowadzić będzie pokazy dekorowania i przyrządzania potraw z ryb i owoców morza. Oprócz klasycznych produktów śledziowych, jakże lubianych przez Poznaniaków, na tacach pojawią się też wędzone polędwice z tuńczyka, plastrowane delikatesowe łososie i dobrze przyprawiona makrela. Na gorąco serwowane będą importowane morszczuki i owoce morza, a także filety z naszej rodzimej bałtyckiej flądry. Dla smakoszy nie zabraknie kawioru, delikatesowych past sprowadzonych tuńczyka i ręcznie obieranych krewetek w wysublimowanych zalewach smakowych. Pokazy kulinarne będą odbywać się będą pod unijną flagą w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego „Rybołówstwo i przetwórstwo ryb 2004- 2006”.

„Pawilon Rybny” na targach Polagra Food 2007 będzie także doskonałą okazją dla handlowców by nawiązać bliższe kontakty z przedstawicielami czołowych polskich przedsiębiorstw branży rybnej. W tym roku na targach reprezentowane będzie Seko S.A. z Chojnic — spółka notowana na warszawskiej giełdzie; producent wyrobów ze śledzi. Firma zaprezentuje całą gamę nowych produktów, w tym odwołujących się do śródziemnomorskiej tradycji kulinarnej (śledzie w sosie tzatziki, śledzie z suszonymi pomidorami). Nie zabraknie także spółki Suempol z Bielska Podlaskiego, która należy do największych dostawców łososia wędzonego na polski i niemiecki rynek. Suempol przedstawi na Polagrze zupełną nowość – praliny z wędzonego łososia. Amatorzy ryb białych i owoców morza nie będą rozczarowani ofertą Pescanova Polska ze Szczecina, dystrybutora delikatesowych produktów mrożonych importowanych z Hiszpanii. Pescanova zaproponuje zarówno produkty dla najmłodszych („Surferki” – rybki w kształcie deski surfingowej), jak i wyroby dla smakoszy (morszczuk a’ la Rioja, czy San Marinos – połączenie ryby, sera i szynki). W Poznaniu rozszerzoną o produkty gotowe ofertę przedstawi Solmar SA z Darłowa — największy polski producent mrożonych filetów z flądry. Firma Seamor International Ltd. ze Szczecina zaskoczy bogatą ofertą importowanych surowców i półproduktów rybnych oraz produkowanych we własnym zakładzie produktów wędzonych, takich jak chociażby szaszłyki z łososia z ananasem. Szeroką gamę past, kawiorów, dipów i przystawek zaprezentuje Aakerman z Gdyni, dystrybutor marek Royal, La Monegasqe i Koga-Maris. Na specjalnym pokazie zaprezentowane zostaną też świeże i żywe owoce morza (małże, ostrygi i dorada) przywiezione na Polagrę-Food przez Interfood Sp. z o.o. z Gdyni.

Organizator promocji — Stowarzyszenie Rozwoju Rynku Rybnego zaprosił do współpracy także inne organizacje, czego efektem będzie degustacja naszej najbardziej tradycyjnej ryby słodkowodnej pod znakiem „Pan Karp”. Szef Kuchni Jarosław Walczyk zaprasza wszystkich gastronomików obecnych na targach do zapoznania się z niepowtarzalnymi walorami smakowymi i kulinarnymi tej zdrowej ryby, hodowanej w pro-ekologicznych warunkach.

Kontakt:
Stowarzyszenie Rozwoju Rynku Rybnego
81-061 Gdynia, Hutnicza 34
tel./fax 0-58 664 27 58
www.srrr.org.pl
osoba odpowiedzialna: Anna Lasocińska